[Hiroto]
Nie mam siły, muszę udawać, że jest dobrze. Zostawiłem miłość mojego istnienia w niebie w imię czego? Przyjaźni i zespołu? Lecz bez niego już nie jest tak samo. To dzikie spojrzenie, te pocałunki brakuje mi tego w każdej sekundzie. Mimo, że otaczają mnie prawdziwi przyjaciele czuje się samotny. Shou i Tora zakochani są w sobie a ja? Ja w tym trójkącie tkwiłem dla rozrywki nie z uczucia. Teraz nie liczy się już nic. Gorzkie łzy spływają na poduszkę wraz z płatkami róż. Chwila płatki róż? Mam halucynacje? Sięgnąłem po papierosa, dym kojąco się unosił. Jednak płatki nadal spadały z ni kąt.Nie spodziewanie pojawił się Reita. Czy ja śnie? Mój anioł tutaj? Jego ciepła dłoń otarła mi łzy.
-Bez Ciebie w niebie jest znacznie gorzej niż na ziemi wyobrażają sobie piekło.
-Reita...co tu robisz?
-Od teraz jestem upadłym aniołem. Nie mogłem znieść myśli, że mogę Cię widywać jedynie na ziemi.
-A zespół?
-Zgodzili się wszyscy jesteśmy w piekle.
-Tęskniłem
-Wiem ale już jestem nie opuszczę Cię i nie dam Ci odejść więcej.
-Kocham Cię. Wybacz mi.
-Najdroższy nie mam Ci czego wybaczać.
Nie mogłem dłużej czekać zbliżyłem się i pocałowałem go. Musiałem poczuć znowu jego usta, jego ciepło.
-Znajdzie się tu jakieś miejsce dla mnie? Czy mam prosić i jakiś dom?
-Nie wyobrażam sobie byś mieszkał gdzie indziej.
-W takim razie dzwoń po chłopaków, czas na imprezę.
[Jasmine]
-Piękna gotowa? Musimy już iść.
-Z jakiej to okazji? Impreza tak nagle?
-Całe The Gazette zawitało u nas
-To tak można wpadać?
-Wykopali ich Reita coś odwalił.
-A jeśli nie chce z Tobą iść?
-Kotku jeszcze się gniewasz? Wyremontowałem już cały dom.
-Właśnie to mnie przeraża CAŁY!!
-Oj no miało się bogate życie...
-Coś jeszcze chcesz dodać?
-Nie, nie już nic znaczy ślicznie wyglądasz idziemy?
Pocałowałam go w policzek.
-Tylko tyle?
-Na więcej trzeba zasłużyć. Chodzimy i tak jesteśmy spóźnieni.
Ogata mieszkał w nieco mniejszym domu jednak również robił wrażenie. Zaparkowaliśmy samochód i udaliśmy się do środka. Drzwi otworzył nie znany mi facet.
-Witam jestem Miyavi
-Miło mi Jasmine
Facet o dość zabawnej postawie ruszył tańczyć z butelką w ręku
-Kto to?
-Znajomy...ma dość dziwne zadanie w naszym świecie ale idealne dla niego
-To znaczy co?
-Ma kusić dzieci słodyczami.
-Dobra nie mam więcej pytań.
-Ale naprawdę jest spoko.
-Nie za dużo tu alkoholu?
-No co ty? mamy mocniejsze głowy niż ludzi przekonasz się jeszcze.
Podał mi butelkę z jakimś drinkiem a sam wziął piwo. Szybko zapoznałam się z członkami zespołu i wiecie co? Byli zajebiści no prawie wszyscy ale to taki szczegół.
Ruki wszedł na stół i zaczął tańczyć i śpiewać przerobioną przez niego piosenkę więc zamiast brzmieć "boska boska..." brzmiała raczej "boski boski me ciało was podnieca"
-Takashi czy on jest pijany?
-Nie a co?
-Dziwnie się zachowuje..
-To Ruki on tak ma
-chyba muszę się przyzwyczaić.
-Chodź zatańczymy
Czemu by nie. Ruszyliśmy za śladem innych co jakiś czas całując się co raczej nikogo tu nie dziwiło.
-Możemy wyjść na chwilę
-Co się stało?
-Duszno tu strasznie
Wszyscy już mieli ciekawy stan to trzeba przyznać no i bawić to się oni potrafią. Takashi wyciągnął paczkę fajek
-Chcesz?
-Nie pale.
-Jak chcesz
Dołączył do nas Miyavi oczywiście jedząc kolejnego lizaka.
-Stary bo męczy mnie to strasznie
-Ale co?
-Wszędzie łaziłeś z tą całą Kate wymieniłeś ją na nią? Wiesz myślę, że dobrze zrobiłeś.
Nic ich nie łączyło? Tylko sex? Ale wszędzie z nią chodził? Ooo nie. Nie czekałam na jego tłumaczenia tylko weszłam do środka zostawiając ich samych. Podeszłam do Aoia
-Mam prośbę, pomożesz?
-No jasne o co chodzi?
-Pomóż mi wkurwić Sage.
-Bez problemu a coś się stało?
-Nie ważne
-No to zaczynajmy bo właśnie wszedł i Cię szuka.
śmiać mi się chciało gdy Aoi najpierw sam siebie w myślach przekonywał, że chce mnie poderwać na szczęście później szło mu mieszanie w głowie takashiego bez problemu. Z głośników wydobywała się wolna melodia, gitarzysta przysunął mnie do siebie i przytuleni zaczęliśmy się kołysać. Saga podszedł wkurzony i złapał mnie za rękę odciągając
-Porozmawiajmy
-Nie mamy o czym
-Daj mi wytłumaczyć to.
-Nie chce słuchać tego
W połowie moich słów przestała grać muzyka więć wszyscy patrzyli teraz na nas.
-Oj namieszałem..-wymruczał Miv zwracając uwagę teraz na siebie dając nam możliwość wyjścia.
-To nie tak jak myślisz.
-Nie chcę tego słuchać. Zawieź mnie do domu.
-Jestem pijany
-To sama pojadę
-Ty jeszcze bardziej
-w takim razie się przejdę.
-Dobra wsiadaj
Saga był równie wkurzony co ja jechał tak szybko, że aż mi się cofało. Jakimś cudem dojechaliśmy. Bez słowa poszłam do pokoju. Położyłam się chowając głowę w poduszkę. Takashi zapukał do drzwi trzy razy po czym wszedł.
-Proszę wysłuchaj mnie.....
niedziela, 22 stycznia 2012
piątek, 13 stycznia 2012
11...
[Jasmine]
Gdy się obudziłam Takashi jeszcze spał, pierwszy raz widziałam go śpiącego. Wyglądał tak spokojnie i niewinnie zupełnie co innego niż normalnie. Więc tym razem to ja muszę zrobić śniadanie...ale radze się mu nie przyzwyczajać do tego. Po takiej nocy to chyba jakieś śniadanie do łóżka się należy? Jak najciszej wstałam, rozejrzałam się po pokoju za jakimś ubraniem znalazłam jedynie jedną z koszul basisty więc ona posłużyła mi za ubranie. Zeszłam do kuchni spragniona gorącej czekolady z bitą śmietaną. A co zastałam? Jakaś kobieta siedziała na MOIM miejscu! patrząc na nią powiedziała bym że to jakaś dziwka no ale może najpierw bez uprzedzeń.
-Co tu robisz? Chociaż patrząc na to w czym jesteś to wiadome..możesz już iść zajmę się nim
EEe zatkało mnie, do cholery co ona sobie myśli?
-To raczej ja powinnam zapytać co tu robisz i kim jesteś
-Jak to co? Czekam
Czy mogę ja spalić? Błagam niech ktoś mi pozwoli. Na całe szczęście wszedł Takashi a na nieszczęście w samych bokserkach. A ta o to szmata dosłownie rzuciła się na niego nie patrząc, że ja nadal stoję obok. Kiedy zobaczyłam, że palcem jeździ wzdłuż gumki od bielizny ogarnęła mnie wściekłość spod ręki którą opierałam o blat szafki unosił się delikatny dym.
-Kate co tu robisz? Odsuń się to nie najlepszy moment.
Usłyszałam w głowie głos diabła "mam nadzieję, że wpadnie na to by twierdzić, że nic nas nie łączy" na co w myślach mu odpowiedziałam "idioto, przecież też umiem czytać w myślach co mi sie aktualnie nie podoba". No a nie podobało bardzo bo ta całą Kate próbowała mu przypomnieć jak to się kochali w tej kuchni...już więcej nie zjem nic zrobionego tutaj.
-Stęskniłam się, dawno nie dzwoniłeś....kim ona jest?
-jak to kim? Moją podopieczną nie pamiętasz?
-Nie jesteście razem?
-Oczywiście, że nie.
-Jako prawa ręka Lucyfera powiem mu że jest już gotowa opuścić Twój dom.
-Wtedy się dowie o tym, że spaliśmy razem.
-Sam mu zamelduj. Coś śmierdzi tu spalenizną.
Takashi słysząc moje myśli wiedział co to więc staną przede mną tak by wszystko zasłonić.
-Widzisz nie może mieszkać jeszcze sama nawet wodę potrafi spalić. Puści z dymem całe piekło...mówię Ci większej sieroty nie mieliśmy tu jeszcze.
Nie no teraz to przegiął, jeszcze pożałuje tych słów.
-To może u mnie?
-To nie jest dobry pomysł. Wiesz, że to nic nie znaczyło to był tylko sex nic więcej. Więc wracaj już.
Oburzyła się i zniknęła. Takashi podszedł do mnie od tyłu obejmując mnie i całując po szyj.
-Chce mieć taki widok codziennie.
-Jakiejś kurwy?
-Nie, chcę o poranku widzieć moją dziewczynę w mojej koszuli a kiedy jesteś zazdrosna wyglądasz jeszcze bardziej podniecająco.
-Kto Ci powiedział, że jestem zazdrosna? To jestem Twoją dziewczyną?
-Może ta szafka? Nie musiałaś niszczyć mi kuchni. A nie? Chcę jedynie Ciebie.
-A ty nie musiałeś w tej kuchni rozrzucać swojej spermy na prawo i lewo. No nie wiem czy w takim razie ja chce Ciebie.
-więc jednak jesteś zazdrosna.
-Myśl co chcesz ale się odsuń
-zła jesteś? za co?
-Rozumiem, że jej obecność to nie twoja wina,a za przeszłość nie mogę być zła ale mogłeś sobie darować, że większej sieroty tu wcześniej nie było.
-Kiedy się złościsz jesteś jeszcze piękniejsza.
-Piękna wazelinka.
-Wybacz ale tą sprzeczkę musimy przełożyć i muszę niestety kazać Ci nałożyć coś innego bo zaraz musimy być w szpitalu i walczyć o duszę.
-że co?
-Taka praca.
przebrał nas w normalne ubrania i przeniósł do sali szpitalnej.
-Witaj Reita przepraszam za spóźnienie. To Jasmine
Anioł z chustką na nosie wyciągnął rękę w moją stronę.
-Miło mi Suzuki Akira wiele o Tobie słyszałem.
-Mnie również miło
-No dobra, żeby było szybciej. Nie interesuje mnie jego dusza mamy ich dziecko. Zabierajcie go.
-To do Ciebie nie podobne
-Powiedzmy, że mam inne plany.
Spojrzałam na łóżko leżał na nim młody chłopak a obok płakała jakaś dziewczyna powtarzająca ciągle "Hiro nie zostawiaj mnie" za nią musiała być rodzina chłopaka.
-Powiedziałeś, że ich dziecko macie
-Tak zanim się urodziło zabraliśmy je do nieba.
-Takashi jeśli zabierzesz jej teraz i jego przyrzekam Ci, że więcej się do Ciebie nie odezwę.
Reita wybuchnął śmiechem.
-Reita oznacz ich dusze dla nieba. Wystarczająco ich już zraniliśmy.
Akirze szczęka opadła.
-No dobra jak chcecie
Za naszych pleców dobiegł cichy szept "Mika nigdy Cie nie opuszczę" a następnie krzyk lekarza "to cud on ozdrowiał"
-Wracam do nieba spotkamy się niedługo.
Po chwili znowu byliśmy w domu.
-Niedługo? Znaczy, że niedługo na ziemi będziesz?
-Nie i to jest dziwne. Do tego nie zależało mu na duszy...on coś kombinuje.
-Takashi dziękuje
-Za co?
-nie zrujnowałeś jej życia.
-Masz racje wystarczająco się już nacierpiała. Ale nie mogę ta zawsze.
-Łączy Ciebie coś z Kate?
-Nie
-Łączyło?
-Nie
-To kim ona była? Kimś na telefon?
-No można tak to nazwać.
-Ile ich jeszcze było?
-Ale tak jednocześnie czy łącznie?
Szczęka mi opadła po tym pytaniu.
-Wszystkich
-No to jakieś niech pomyśle...ale pamiętaj, że jestem tu od powstania piekła
-Dobrze pamiętam ale bądź szczery
-No tak dokładnie to nie pamiętam ale ponad 100 to na pewno
-I nigdy nic Cię nie łączyło z nimi?
-Co mnie miało łączyć? Tylko sex nic więcej. Przecież nie mam uczuć.
-Czy jest coś o czym powinnam wiedzieć?
-Nie wiem czy to ważne ale z Kate to sypialiśmy przez jakieś 500 lat.
Nie skąd wcale to nie jest ważne, że sobie sypia tyle czasu z kimś.
-Takashi?
-Tak?
-Suzuki
-hmm?
-To ten co z Hiroto jest?
-Tak a co to ma do rozmowy?
-Teraz już rozumiem Ogate czemu nie mógł się zdecydować gdzie być
-Jak to?
- No co? całkiem niezły jest. ma coś w sobie chociaż anioła nie przypomina.
-Co niby ma czego ja nie mam? też jest basistą. Jestem lepszy
-No wiesz te oczy...a ta przepaska na nosie taka tajemnicza..
oczy diabła zapłonęły
-oo czyżbyś był zazdrosny? Czyli jednak masz uczucia? Gdybyś nie miał to skąd ta zazdrość?
uciekłam na przeciwną stronę pokoju tak, że stałam przy części z kuchnią
-Osz ty wredna mała....niech Cię tylko złapie
-Tak? to co mi zrobisz?
-Uduszę Cie gołymi rękami
-Nie zrobisz tego
-Jesteś pewna?
-Tak bo mnie kochasz
-ehh no i masz racje. To co mam Ci zrobić?
-Możesz na przykład pocałować. I widzisz sam przyznałeś, że mnie kochasz a to jak najbardziej jest uczucie. Najwyraźniej nawet najbardziej chamski i bezczelny diabeł ma uczucia.
W jednej chwili znalazł się obok mnie i zaczął całować oraz posadził na kuchennej szafce.
-Co to to nie.
-O co Ci chodzi?
Zrobił minę niczym szczeniak
-Najpierw wymień szafki i łóżko może też, oraz każdą inną rzecz która miała z wami styczność.
Najpierw się roześmiał ale kiedy zrozumiał że mówię poważnie i on spoważniał.
-Dobrze dla Ciebie wszystko.
-To chyba szykuje się mały remont całego domu.
-Spokojnie w Twoim pokoju nic się nie zmieni.
-Tylko tam?
-A mam wymieniać wszystko to gdzie byłem z nią czy z każdą?
-Każdą
-To mam już zajęcie na całą noc...i to nie takie jak bym chciał.
-To lepiej zabieraj się do roboty.
-Ale nie zmieniałem mebli od...odkąd pamiętam
-Więc czas najwyższy. I zacznij od kuchni bo chciała bym coś zjeść.
-Ktoś kto stwierdził, że związek to jedynie problemy nie wiele się mylił
-Źle Ci?
-Nic takiego nie powiedziałem
Gdy się obudziłam Takashi jeszcze spał, pierwszy raz widziałam go śpiącego. Wyglądał tak spokojnie i niewinnie zupełnie co innego niż normalnie. Więc tym razem to ja muszę zrobić śniadanie...ale radze się mu nie przyzwyczajać do tego. Po takiej nocy to chyba jakieś śniadanie do łóżka się należy? Jak najciszej wstałam, rozejrzałam się po pokoju za jakimś ubraniem znalazłam jedynie jedną z koszul basisty więc ona posłużyła mi za ubranie. Zeszłam do kuchni spragniona gorącej czekolady z bitą śmietaną. A co zastałam? Jakaś kobieta siedziała na MOIM miejscu! patrząc na nią powiedziała bym że to jakaś dziwka no ale może najpierw bez uprzedzeń.
-Co tu robisz? Chociaż patrząc na to w czym jesteś to wiadome..możesz już iść zajmę się nim
EEe zatkało mnie, do cholery co ona sobie myśli?
-To raczej ja powinnam zapytać co tu robisz i kim jesteś
-Jak to co? Czekam
Czy mogę ja spalić? Błagam niech ktoś mi pozwoli. Na całe szczęście wszedł Takashi a na nieszczęście w samych bokserkach. A ta o to szmata dosłownie rzuciła się na niego nie patrząc, że ja nadal stoję obok. Kiedy zobaczyłam, że palcem jeździ wzdłuż gumki od bielizny ogarnęła mnie wściekłość spod ręki którą opierałam o blat szafki unosił się delikatny dym.
-Kate co tu robisz? Odsuń się to nie najlepszy moment.
Usłyszałam w głowie głos diabła "mam nadzieję, że wpadnie na to by twierdzić, że nic nas nie łączy" na co w myślach mu odpowiedziałam "idioto, przecież też umiem czytać w myślach co mi sie aktualnie nie podoba". No a nie podobało bardzo bo ta całą Kate próbowała mu przypomnieć jak to się kochali w tej kuchni...już więcej nie zjem nic zrobionego tutaj.
-Stęskniłam się, dawno nie dzwoniłeś....kim ona jest?
-jak to kim? Moją podopieczną nie pamiętasz?
-Nie jesteście razem?
-Oczywiście, że nie.
-Jako prawa ręka Lucyfera powiem mu że jest już gotowa opuścić Twój dom.
-Wtedy się dowie o tym, że spaliśmy razem.
-Sam mu zamelduj. Coś śmierdzi tu spalenizną.
Takashi słysząc moje myśli wiedział co to więc staną przede mną tak by wszystko zasłonić.
-Widzisz nie może mieszkać jeszcze sama nawet wodę potrafi spalić. Puści z dymem całe piekło...mówię Ci większej sieroty nie mieliśmy tu jeszcze.
Nie no teraz to przegiął, jeszcze pożałuje tych słów.
-To może u mnie?
-To nie jest dobry pomysł. Wiesz, że to nic nie znaczyło to był tylko sex nic więcej. Więc wracaj już.
Oburzyła się i zniknęła. Takashi podszedł do mnie od tyłu obejmując mnie i całując po szyj.
-Chce mieć taki widok codziennie.
-Jakiejś kurwy?
-Nie, chcę o poranku widzieć moją dziewczynę w mojej koszuli a kiedy jesteś zazdrosna wyglądasz jeszcze bardziej podniecająco.
-Kto Ci powiedział, że jestem zazdrosna? To jestem Twoją dziewczyną?
-Może ta szafka? Nie musiałaś niszczyć mi kuchni. A nie? Chcę jedynie Ciebie.
-A ty nie musiałeś w tej kuchni rozrzucać swojej spermy na prawo i lewo. No nie wiem czy w takim razie ja chce Ciebie.
-więc jednak jesteś zazdrosna.
-Myśl co chcesz ale się odsuń
-zła jesteś? za co?
-Rozumiem, że jej obecność to nie twoja wina,a za przeszłość nie mogę być zła ale mogłeś sobie darować, że większej sieroty tu wcześniej nie było.
-Kiedy się złościsz jesteś jeszcze piękniejsza.
-Piękna wazelinka.
-Wybacz ale tą sprzeczkę musimy przełożyć i muszę niestety kazać Ci nałożyć coś innego bo zaraz musimy być w szpitalu i walczyć o duszę.
-że co?
-Taka praca.
przebrał nas w normalne ubrania i przeniósł do sali szpitalnej.
-Witaj Reita przepraszam za spóźnienie. To Jasmine
Anioł z chustką na nosie wyciągnął rękę w moją stronę.
-Miło mi Suzuki Akira wiele o Tobie słyszałem.
-Mnie również miło
-No dobra, żeby było szybciej. Nie interesuje mnie jego dusza mamy ich dziecko. Zabierajcie go.
-To do Ciebie nie podobne
-Powiedzmy, że mam inne plany.
Spojrzałam na łóżko leżał na nim młody chłopak a obok płakała jakaś dziewczyna powtarzająca ciągle "Hiro nie zostawiaj mnie" za nią musiała być rodzina chłopaka.
-Powiedziałeś, że ich dziecko macie
-Tak zanim się urodziło zabraliśmy je do nieba.
-Takashi jeśli zabierzesz jej teraz i jego przyrzekam Ci, że więcej się do Ciebie nie odezwę.
Reita wybuchnął śmiechem.
-Reita oznacz ich dusze dla nieba. Wystarczająco ich już zraniliśmy.
Akirze szczęka opadła.
-No dobra jak chcecie
Za naszych pleców dobiegł cichy szept "Mika nigdy Cie nie opuszczę" a następnie krzyk lekarza "to cud on ozdrowiał"
-Wracam do nieba spotkamy się niedługo.
Po chwili znowu byliśmy w domu.
-Niedługo? Znaczy, że niedługo na ziemi będziesz?
-Nie i to jest dziwne. Do tego nie zależało mu na duszy...on coś kombinuje.
-Takashi dziękuje
-Za co?
-nie zrujnowałeś jej życia.
-Masz racje wystarczająco się już nacierpiała. Ale nie mogę ta zawsze.
-Łączy Ciebie coś z Kate?
-Nie
-Łączyło?
-Nie
-To kim ona była? Kimś na telefon?
-No można tak to nazwać.
-Ile ich jeszcze było?
-Ale tak jednocześnie czy łącznie?
Szczęka mi opadła po tym pytaniu.
-Wszystkich
-No to jakieś niech pomyśle...ale pamiętaj, że jestem tu od powstania piekła
-Dobrze pamiętam ale bądź szczery
-No tak dokładnie to nie pamiętam ale ponad 100 to na pewno
-I nigdy nic Cię nie łączyło z nimi?
-Co mnie miało łączyć? Tylko sex nic więcej. Przecież nie mam uczuć.
-Czy jest coś o czym powinnam wiedzieć?
-Nie wiem czy to ważne ale z Kate to sypialiśmy przez jakieś 500 lat.
Nie skąd wcale to nie jest ważne, że sobie sypia tyle czasu z kimś.
-Takashi?
-Tak?
-Suzuki
-hmm?
-To ten co z Hiroto jest?
-Tak a co to ma do rozmowy?
-Teraz już rozumiem Ogate czemu nie mógł się zdecydować gdzie być
-Jak to?
- No co? całkiem niezły jest. ma coś w sobie chociaż anioła nie przypomina.
-Co niby ma czego ja nie mam? też jest basistą. Jestem lepszy
-No wiesz te oczy...a ta przepaska na nosie taka tajemnicza..
oczy diabła zapłonęły
-oo czyżbyś był zazdrosny? Czyli jednak masz uczucia? Gdybyś nie miał to skąd ta zazdrość?
uciekłam na przeciwną stronę pokoju tak, że stałam przy części z kuchnią
-Osz ty wredna mała....niech Cię tylko złapie
-Tak? to co mi zrobisz?
-Uduszę Cie gołymi rękami
-Nie zrobisz tego
-Jesteś pewna?
-Tak bo mnie kochasz
-ehh no i masz racje. To co mam Ci zrobić?
-Możesz na przykład pocałować. I widzisz sam przyznałeś, że mnie kochasz a to jak najbardziej jest uczucie. Najwyraźniej nawet najbardziej chamski i bezczelny diabeł ma uczucia.
W jednej chwili znalazł się obok mnie i zaczął całować oraz posadził na kuchennej szafce.
-Co to to nie.
-O co Ci chodzi?
Zrobił minę niczym szczeniak
-Najpierw wymień szafki i łóżko może też, oraz każdą inną rzecz która miała z wami styczność.
Najpierw się roześmiał ale kiedy zrozumiał że mówię poważnie i on spoważniał.
-Dobrze dla Ciebie wszystko.
-To chyba szykuje się mały remont całego domu.
-Spokojnie w Twoim pokoju nic się nie zmieni.
-Tylko tam?
-A mam wymieniać wszystko to gdzie byłem z nią czy z każdą?
-Każdą
-To mam już zajęcie na całą noc...i to nie takie jak bym chciał.
-To lepiej zabieraj się do roboty.
-Ale nie zmieniałem mebli od...odkąd pamiętam
-Więc czas najwyższy. I zacznij od kuchni bo chciała bym coś zjeść.
-Ktoś kto stwierdził, że związek to jedynie problemy nie wiele się mylił
-Źle Ci?
-Nic takiego nie powiedziałem
Pisałam to przy utworze poniżej jakoś tak mimo, że trwa prawie 30 min to i tak mi się nie nudzi i strasznie podoba jest taki inny :)
Miłego czytania i może słuchania, a ja teraz lecę szykować się na studniówkę xD
Przepraszam jeśli wam się średnio podoba ale chciałam coś dodać jeszcze przed imprezą i nawet nie wiem czy to wszystko kupy się trzyma...postaram się niedługo coś dodać ponieważ ferie są :)
czwartek, 5 stycznia 2012
10...
-Od wczoraj dużo szukałem czegoś na Twój temat i twojej rodziny aż w końcu znalazłem. Wiem już kim jesteś....
-Więc kim? Powiedź to wreszcie.
-Usiądź
Dopiero gdy siedzieliśmy obok siebie na kanapie zaczął
-Może od początku. Nie wiem czy słyszałaś legendę o niezwykłym dziecku władców?
-Co do ma do mnie?
-Widać nie. Tak więc legenda ta głosi, że na początku swojego panowania Lucyfer spłodził dziecko by na ziemi zapanował chaos. W niebie się połapali więc dla równowagi Gabriel zrobił to samo tylko, że po to by przywrócić harmonie. Nie ważne ile w rodzinie było dzieci zawsze tylko jedno dziedziczyło korzenie od strony nieba lub piekła. Kiedy dana osoba zapoczątkowała nowe życie miało być tak do momentu gdy potomek piekła i nieba spotkają się i będą mieli wspólne dziecko które będzie silniejsze od reszty, które będzie mogło zapanować jednocześnie nad jednym i drugim królestwem.
-Nadal chyba coś nie rozumiem.
-Twoim ojcem był potomek Lucyfera a matką byłą potomkini Gabriela. Ta legenda jest o Tobie. Dlatego obie strony prowadziły spór o Ciebie dlatego wychowałaś się w domu dziecka.
-W takim razie znajdę tu swojego ojca?
-Przykro mi ale nie. Oni nie umarli jak każdy oni przestali istnieć nigdzie nie znajdziesz rodziców.
To było jak nóż w plecy. Mieć świadomość, że nie żyją ale gdzieś tam są to zupełnie co innego niż wiedzieć, że przestali istnieć. Łza spłynęła mi po policzku, Takashi otarł ją. Nie liczyło się teraz to, że jestem na niego zła to było najmniej ważne. Posadził sobie mnie na kolanach i mocno przytulił.
-Posłuchaj mnie..
Spojrzałam mu w oczy
-Zrobię wszystko byś była bezpieczna, poświecę dla Ciebie swoje istnienie. Proszę daj się ukryć, daj się ochronić.
-Nie mogę się ukrywać przez wieczność. Sam mówiłeś, że jestem silniejsza. Muszę stawić temu czoła.
-Nie mamy pewności, że jesteś, a to zbyt ryzykowne by sprawdzać.
-Nie mogę się na to zgodzić.
W jego oczach zagościł strach
-Nie martw się dam sobie radę.
Uśmiechnęłam się i wstałam.
-Gdzie idziesz?
-Muszę to przemyśleć.
-Proszę uważaj i wróć szybko.
-Nie przejmuj się tak bo jeszcze uwierzę, że Ci zależy.
Szłam jak zwykle na plaże, nie pomyliłam się i była pusta. Usiadłam wygodnie i pogrążyłam się w myślach.
-Wiec spotykamy się ponownie.
Głos za moich pleców sprawił, że aż podskoczyłam.
-Spokojnie to tylko ja
-Przepraszam Damon zamyśliłam się
-Mogę wiedzieć o czym?
-Aa nic takiego
Po co od razu przytłaczać go czymś takim? Niech myśli że poznał kogoś podobnego do siebie to chyba niewielkie kłamstwo.
-Nie wspominałaś, że Twoim opiekunem jest Saga.
-A czy to źle?
-To zależy czy wierzyć w to co inni mówią.
-A co takiego mówią?
-Nic nie wiesz?
Zaczynam myśleć, że na prawdę zupełnie nic nie wiem już.
-Najwyraźniej nie. Liczę, że mi powiesz.
-Chodzą plotki, że Saga znalazł na ziemi dziewczynę którą najwyraźniej musisz być Ty. Podobno manipulował jej życiem aż w końcu ściągnął tutaj.
-Jak manipulował?
-Nie dopuszczał do niej żadnych ludzi starał się by była aspołeczna raczej nie zauważalna.
No proszę to wiele by wyjaśniało. Nigdy nie miałam przyjaciół ani chłopaka zawsze byłam sama. Pełna złości podniosłam się.
-Coś nie tak?
-To co powiedziałeś ma spory sens więc wybacz idę zrobić mały armagedon pewnemu diabłu.
-Poczekaj ale nie wiem czy to prawda.
-Wygląda na prawdę. Spotkamy się później.
Wściekła biegłam do domu. Walnęłam drzwiami za sobą. Takashi zdziwiony spojrzał w moją stronę.
-Coś się stało?
-Czy coś się stało? Kurwa co to za pytanie? Okłamywałeś mnie!
-W czym?
-Wszystko było zaplanowane. Bawiłeś się moim życiem! Przez Ciebie umarłam kurwa jako 21 letnia dziewica! Ty pojebany debilu! Jak mogłeś ingerować w moje życie? Odsuwać ode mnie ludzi?
łzy spływały mi już po policzkach a złość wciąż narastała.
-To dlatego, że Cię kocham. Nie mogłem znieść myśli, że możesz być z kimś innym nie chciałem by ktoś Cie zawiódł. Rozumiesz to? Zakochałem się w kimś w kim nie powinienem. Myślisz, że z przyjemnością Cię tu raniłem? Nie to bolało mnie tak samo jak Ciebie. Muszę odsuwać Cie ode mnie.
-To udowodnij to powiedź Lucyferowi, że jestem już gotowa, że nie muszę już być pod Twoją opieką. Wtedy nie będziesz musiał mnie odsuwać.
-To by było jak oddanie mu Ciebie. Sprawdził by Twoje papiery, nie wypuścił by Cię.
-Nie możemy tak wiecznie funkcjonować.
-Daj mi czas daj mi coś wymyślić. Nie mogę Cię stracić za bardzo mi na tobie zależy.
Stał już na tyle blisko, że jego oddech muskał moją skórę. Zbliżył się jeszcze bardziej i wbił w moje usta przywierając mnie do ściany. Nie byłam w stanie się dłużej złościć, wplotłam ręce w jego włosy odwzajemniając pocałunek. Zszedł na szyję co jakiś czas przygryzając skórę. Zdjął ze mnie bluzkę, jego rozgrzane dłonie na ciele powodowały dreszcze. Nie zaprzestawał pocałunków. Nie pozostałam mu dłużna jedną ręką po kolej rozpinałam guziki jego koszuli odsłaniając tors. Ponownie zanurzył się w moich ustach badając dokładnie podniebienie językiem. Nie było trzeba było długo czekać, aż byliśmy całkiem nadzy. Sama bliskość jego gorącego ciała sprawiała u mnie podniecenie a dodając do tego ręce błądzące po mim ciele i wyczuwalne ruchy bioder powodowały błagalne jęczenie by w końcu to zrobił. Przygryzł mi dolną wargę i poczułam jak wszedł we mnie. Nasze odgłosy podniecenia zlewały się ze sobą. Czułam jak rusza się we mnie. Nie wytrzymam dłużej. Wbiłam paznokcie w łopatki diabła. Szczytowaliśmy w tym samym momencie. Było nam cudownie. Nie interesowało nas, że możemy ponieść spore konsekwencje naszych czynów liczyła się jedynie ta chwila, bliskość naszych ciał, jedność myśli....
-Więc kim? Powiedź to wreszcie.
-Usiądź
Dopiero gdy siedzieliśmy obok siebie na kanapie zaczął
-Może od początku. Nie wiem czy słyszałaś legendę o niezwykłym dziecku władców?
-Co do ma do mnie?
-Widać nie. Tak więc legenda ta głosi, że na początku swojego panowania Lucyfer spłodził dziecko by na ziemi zapanował chaos. W niebie się połapali więc dla równowagi Gabriel zrobił to samo tylko, że po to by przywrócić harmonie. Nie ważne ile w rodzinie było dzieci zawsze tylko jedno dziedziczyło korzenie od strony nieba lub piekła. Kiedy dana osoba zapoczątkowała nowe życie miało być tak do momentu gdy potomek piekła i nieba spotkają się i będą mieli wspólne dziecko które będzie silniejsze od reszty, które będzie mogło zapanować jednocześnie nad jednym i drugim królestwem.
-Nadal chyba coś nie rozumiem.
-Twoim ojcem był potomek Lucyfera a matką byłą potomkini Gabriela. Ta legenda jest o Tobie. Dlatego obie strony prowadziły spór o Ciebie dlatego wychowałaś się w domu dziecka.
-W takim razie znajdę tu swojego ojca?
-Przykro mi ale nie. Oni nie umarli jak każdy oni przestali istnieć nigdzie nie znajdziesz rodziców.
To było jak nóż w plecy. Mieć świadomość, że nie żyją ale gdzieś tam są to zupełnie co innego niż wiedzieć, że przestali istnieć. Łza spłynęła mi po policzku, Takashi otarł ją. Nie liczyło się teraz to, że jestem na niego zła to było najmniej ważne. Posadził sobie mnie na kolanach i mocno przytulił.
-Posłuchaj mnie..
Spojrzałam mu w oczy
-Zrobię wszystko byś była bezpieczna, poświecę dla Ciebie swoje istnienie. Proszę daj się ukryć, daj się ochronić.
-Nie mogę się ukrywać przez wieczność. Sam mówiłeś, że jestem silniejsza. Muszę stawić temu czoła.
-Nie mamy pewności, że jesteś, a to zbyt ryzykowne by sprawdzać.
-Nie mogę się na to zgodzić.
W jego oczach zagościł strach
-Nie martw się dam sobie radę.
Uśmiechnęłam się i wstałam.
-Gdzie idziesz?
-Muszę to przemyśleć.
-Proszę uważaj i wróć szybko.
-Nie przejmuj się tak bo jeszcze uwierzę, że Ci zależy.
Szłam jak zwykle na plaże, nie pomyliłam się i była pusta. Usiadłam wygodnie i pogrążyłam się w myślach.
-Wiec spotykamy się ponownie.
Głos za moich pleców sprawił, że aż podskoczyłam.
-Spokojnie to tylko ja
-Przepraszam Damon zamyśliłam się
-Mogę wiedzieć o czym?
-Aa nic takiego
Po co od razu przytłaczać go czymś takim? Niech myśli że poznał kogoś podobnego do siebie to chyba niewielkie kłamstwo.
-Nie wspominałaś, że Twoim opiekunem jest Saga.
-A czy to źle?
-To zależy czy wierzyć w to co inni mówią.
-A co takiego mówią?
-Nic nie wiesz?
Zaczynam myśleć, że na prawdę zupełnie nic nie wiem już.
-Najwyraźniej nie. Liczę, że mi powiesz.
-Chodzą plotki, że Saga znalazł na ziemi dziewczynę którą najwyraźniej musisz być Ty. Podobno manipulował jej życiem aż w końcu ściągnął tutaj.
-Jak manipulował?
-Nie dopuszczał do niej żadnych ludzi starał się by była aspołeczna raczej nie zauważalna.
No proszę to wiele by wyjaśniało. Nigdy nie miałam przyjaciół ani chłopaka zawsze byłam sama. Pełna złości podniosłam się.
-Coś nie tak?
-To co powiedziałeś ma spory sens więc wybacz idę zrobić mały armagedon pewnemu diabłu.
-Poczekaj ale nie wiem czy to prawda.
-Wygląda na prawdę. Spotkamy się później.
Wściekła biegłam do domu. Walnęłam drzwiami za sobą. Takashi zdziwiony spojrzał w moją stronę.
-Coś się stało?
-Czy coś się stało? Kurwa co to za pytanie? Okłamywałeś mnie!
-W czym?
-Wszystko było zaplanowane. Bawiłeś się moim życiem! Przez Ciebie umarłam kurwa jako 21 letnia dziewica! Ty pojebany debilu! Jak mogłeś ingerować w moje życie? Odsuwać ode mnie ludzi?
łzy spływały mi już po policzkach a złość wciąż narastała.
-To dlatego, że Cię kocham. Nie mogłem znieść myśli, że możesz być z kimś innym nie chciałem by ktoś Cie zawiódł. Rozumiesz to? Zakochałem się w kimś w kim nie powinienem. Myślisz, że z przyjemnością Cię tu raniłem? Nie to bolało mnie tak samo jak Ciebie. Muszę odsuwać Cie ode mnie.
-To udowodnij to powiedź Lucyferowi, że jestem już gotowa, że nie muszę już być pod Twoją opieką. Wtedy nie będziesz musiał mnie odsuwać.
-To by było jak oddanie mu Ciebie. Sprawdził by Twoje papiery, nie wypuścił by Cię.
-Nie możemy tak wiecznie funkcjonować.
-Daj mi czas daj mi coś wymyślić. Nie mogę Cię stracić za bardzo mi na tobie zależy.
Stał już na tyle blisko, że jego oddech muskał moją skórę. Zbliżył się jeszcze bardziej i wbił w moje usta przywierając mnie do ściany. Nie byłam w stanie się dłużej złościć, wplotłam ręce w jego włosy odwzajemniając pocałunek. Zszedł na szyję co jakiś czas przygryzając skórę. Zdjął ze mnie bluzkę, jego rozgrzane dłonie na ciele powodowały dreszcze. Nie zaprzestawał pocałunków. Nie pozostałam mu dłużna jedną ręką po kolej rozpinałam guziki jego koszuli odsłaniając tors. Ponownie zanurzył się w moich ustach badając dokładnie podniebienie językiem. Nie było trzeba było długo czekać, aż byliśmy całkiem nadzy. Sama bliskość jego gorącego ciała sprawiała u mnie podniecenie a dodając do tego ręce błądzące po mim ciele i wyczuwalne ruchy bioder powodowały błagalne jęczenie by w końcu to zrobił. Przygryzł mi dolną wargę i poczułam jak wszedł we mnie. Nasze odgłosy podniecenia zlewały się ze sobą. Czułam jak rusza się we mnie. Nie wytrzymam dłużej. Wbiłam paznokcie w łopatki diabła. Szczytowaliśmy w tym samym momencie. Było nam cudownie. Nie interesowało nas, że możemy ponieść spore konsekwencje naszych czynów liczyła się jedynie ta chwila, bliskość naszych ciał, jedność myśli....
piątek, 30 grudnia 2011
9...
[Jasmine]
No to witam kolejny dzień z serii "jak tu przetrwać z nim pod jednym dachem?". W kuchni jak zwykle czekał już Takashi ze śniadaniem. Muszę przyznać, że było to dość wygodne jednak nie miałam ochoty dziś na niego patrzeć. bez słowa wzięłam jeden tost, minęłam basistę i zaczęłam parzyć sobie kawę.
-Chyba się na mnie nie gniewasz?
Poczułam jego ręce na mojej talii i usta na szyj zostawiające mokre ślady. W wolną rękę wzięłam kubek z gorącą kawą i nie patrząc za siebie wylałam mu ją na twarz.
-Więc nadal jesteś zła.
-Co za spostrzegawczość.
-Nie denerwuj się już tak.
Wycierał sobie twarz ręcznikiem. Odwróciłam się do wyjścia kiedy złapał mnie za rękę.
-Gdzie idziesz?
-To nie Twój interes.
-Idziesz spotkać się z tym palantem?
-Nie Takashi nie mam zamiaru się spotkać z Tobą a innego tu nie znam więc wybacz ale nie. I nie dotykaj mnie więcej chyba pamiętasz jeszcze jak wyglądał Aron po tym jak to robił bez mojej zgody.
-Chyba nie zamierzasz..?
-Nie wiesz co zamierzam ale za to ja wiem co ty zamierzasz i nie radze.
Wyszłam nie czekając na odpowiedz. Kierowałam się faktycznie tak jak myślał w stronę domu Damona. Przy moim wkurzonym tempie doszłam tam znacznie szybciej niż się tego spodziewałam. Zapukałam do drzwi. I nic. Zrobiłam to ponownie i nadal nic. Najwyraźniej go nie było a szkoda. No cóż muszę sobie jakoś inaczej zorganizować dzisiejszy dzień. Szłam sobie wzdłuż brzegu bo niby co lepszego można tu robić? Nawet sklepów nie ma a na ziemię nie wiem jak się dostać i przede wszystkim czy jako coś dziwnego mogę tak jak diabły się przemieszczać. W moją stronę szedł nie kto inny jak jeden z przyjaciół Sagi. Nie no pięknie jak nie on to jego znajomi...musiał zauważyć, że raptem zmieniłam cel mojego spaceru bo zaczął mnie wołać.
-Mia poczekaj chwilę. Nie jestem taki jak on zaczekaj.
Już dawno nikt nie nazwał mnie Mia więc instynktownie się zatrzymałam.
-Właściwie nigdy nie mieliśmy okazji się tak naprawdę poznać a raczej to Ty nie poznałaś mnie.
O dziwo wydał się sympatyczny. Kurdę tylko jak on się nazywał? To chyba ten jedyny były człowiek.
-Nazywam się Murai Naoyuki.
-Miło mi
Uśmiechnął się serdecznie.
-Już wszystko w porządku?
-Jeśli pytasz o dziwne rzeczy związane ze mną to tak.
-Coś nie tak z Sagą?
-Powiedzmy, że się nie dogadujemy.
-Co się dokładnie stało? Może mogę jakoś pomóc?
-Raczej nie. Problem chyba tkwi w tym, że za nic go nie rozumiem. Raz jest cholernie miły a zaraz potem staje się wręcz bezczelny i zimny.
-Jego to akurat chyba nikt nie rozumie, nie przejmuj się.
Z plaży doszliśmy do jakiegoś lasku i usiedliśmy pod jednym z drzew.
-Pamiętaj tylko, że nie ważne co robi i dlaczego jesteś dla niego bardzo ważna.
-Jakoś dziwnie to okazuje.
-Masz racje ale on tego nie widzi. On nigdy nie widzi w swoich działaniach niczego złego.
-A czy on robi cokolwiek dobrego?
-Dobre pytanie. Ale jest o wiele lepszy niż się wydaje.
-Mogę zadać Ci dość osobiste pytanie?
-Pewnie nie mam nic do ukrycia.
-Nie jest Ci hmm dziwnie będąc jedynym jakby to ująć jedynym normalnym wśród nich wszystkich?
-Tu czuje się czasem jak szara myszka przy ich wszystkich umiejętnościach dlatego skupiłem się na poznaniu wszystkich ksiąg opisujące to miejsce przez co wiem więcej niż oni. Kidy zjawiłaś się Ty miałem nadzieję, że w moim otoczeniu pojawi się ktoś taki jak ja jednak ty jesteś jeszcze bardziej odmienna.
-Przykro mi. Pewnie było Ci ciężko.
-Nie wcale nie, sam tego chciałem sprzedałem nieświadomie dusze diabłu za sławę. Ale nie żałuje. Po za tym tutaj to ja nasze maskę i udaję aby im dorównać natomiast na ziemi rolę się odwracają. Ja mogę być sobą nie muszę udawać za to oni muszą grać by się nic nie wydało co czasem jest całkiem zabawne.
-Jakoś nie zauważyłam żebyście opuszczali piekło.
-Czas tu biegnie dwa razy szybciej a akurat mamy wole. Niedługo znowu się zacznie i przypilnuję abyś była z nami. Domyślam się jak bardzo brakuje Cię tamtego życia.
-Dziękuje
-Chodź odprowadzę Cię Saga na pewno się martwi.
Wydawało mi się, że Murai jest raczej dziwny na tle innych jednak on na prawdę był w porządku. Był szczery i miły a przede wszystkim rozumiał więcej. Oczywiście poprosiłam go o najdłuższą drogę powrotną bo niby po co się spieszyć.
-Może wejdziesz? Myślę, że nie będzie miał nic przeciwko
-Nie, muszę coś załatwić. Hiroto już pewnie czeka na mnie.
Niechętnie weszłam do środka. Czekał już na mnie Takashi
-Wiem, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego
-No i masz całkowicie racje
-Proszę daj mi dokończyć.
-Pospiesz się bo się rozmyślę
-Od wczoraj dużo szukałem czegoś na Twój temat i twojej rodziny aż w końcu znalazłem. Wiem już kim jesteś....
A na to kim jest musicie poczekać trochę :))
No to witam kolejny dzień z serii "jak tu przetrwać z nim pod jednym dachem?". W kuchni jak zwykle czekał już Takashi ze śniadaniem. Muszę przyznać, że było to dość wygodne jednak nie miałam ochoty dziś na niego patrzeć. bez słowa wzięłam jeden tost, minęłam basistę i zaczęłam parzyć sobie kawę.
-Chyba się na mnie nie gniewasz?
Poczułam jego ręce na mojej talii i usta na szyj zostawiające mokre ślady. W wolną rękę wzięłam kubek z gorącą kawą i nie patrząc za siebie wylałam mu ją na twarz.
-Więc nadal jesteś zła.
-Co za spostrzegawczość.
-Nie denerwuj się już tak.
Wycierał sobie twarz ręcznikiem. Odwróciłam się do wyjścia kiedy złapał mnie za rękę.
-Gdzie idziesz?
-To nie Twój interes.
-Idziesz spotkać się z tym palantem?
-Nie Takashi nie mam zamiaru się spotkać z Tobą a innego tu nie znam więc wybacz ale nie. I nie dotykaj mnie więcej chyba pamiętasz jeszcze jak wyglądał Aron po tym jak to robił bez mojej zgody.
-Chyba nie zamierzasz..?
-Nie wiesz co zamierzam ale za to ja wiem co ty zamierzasz i nie radze.
Wyszłam nie czekając na odpowiedz. Kierowałam się faktycznie tak jak myślał w stronę domu Damona. Przy moim wkurzonym tempie doszłam tam znacznie szybciej niż się tego spodziewałam. Zapukałam do drzwi. I nic. Zrobiłam to ponownie i nadal nic. Najwyraźniej go nie było a szkoda. No cóż muszę sobie jakoś inaczej zorganizować dzisiejszy dzień. Szłam sobie wzdłuż brzegu bo niby co lepszego można tu robić? Nawet sklepów nie ma a na ziemię nie wiem jak się dostać i przede wszystkim czy jako coś dziwnego mogę tak jak diabły się przemieszczać. W moją stronę szedł nie kto inny jak jeden z przyjaciół Sagi. Nie no pięknie jak nie on to jego znajomi...musiał zauważyć, że raptem zmieniłam cel mojego spaceru bo zaczął mnie wołać.
-Mia poczekaj chwilę. Nie jestem taki jak on zaczekaj.
Już dawno nikt nie nazwał mnie Mia więc instynktownie się zatrzymałam.
-Właściwie nigdy nie mieliśmy okazji się tak naprawdę poznać a raczej to Ty nie poznałaś mnie.
O dziwo wydał się sympatyczny. Kurdę tylko jak on się nazywał? To chyba ten jedyny były człowiek.
-Nazywam się Murai Naoyuki.
-Miło mi
Uśmiechnął się serdecznie.
-Już wszystko w porządku?
-Jeśli pytasz o dziwne rzeczy związane ze mną to tak.
-Coś nie tak z Sagą?
-Powiedzmy, że się nie dogadujemy.
-Co się dokładnie stało? Może mogę jakoś pomóc?
-Raczej nie. Problem chyba tkwi w tym, że za nic go nie rozumiem. Raz jest cholernie miły a zaraz potem staje się wręcz bezczelny i zimny.
-Jego to akurat chyba nikt nie rozumie, nie przejmuj się.
Z plaży doszliśmy do jakiegoś lasku i usiedliśmy pod jednym z drzew.
-Pamiętaj tylko, że nie ważne co robi i dlaczego jesteś dla niego bardzo ważna.
-Jakoś dziwnie to okazuje.
-Masz racje ale on tego nie widzi. On nigdy nie widzi w swoich działaniach niczego złego.
-A czy on robi cokolwiek dobrego?
-Dobre pytanie. Ale jest o wiele lepszy niż się wydaje.
-Mogę zadać Ci dość osobiste pytanie?
-Pewnie nie mam nic do ukrycia.
-Nie jest Ci hmm dziwnie będąc jedynym jakby to ująć jedynym normalnym wśród nich wszystkich?
-Tu czuje się czasem jak szara myszka przy ich wszystkich umiejętnościach dlatego skupiłem się na poznaniu wszystkich ksiąg opisujące to miejsce przez co wiem więcej niż oni. Kidy zjawiłaś się Ty miałem nadzieję, że w moim otoczeniu pojawi się ktoś taki jak ja jednak ty jesteś jeszcze bardziej odmienna.
-Przykro mi. Pewnie było Ci ciężko.
-Nie wcale nie, sam tego chciałem sprzedałem nieświadomie dusze diabłu za sławę. Ale nie żałuje. Po za tym tutaj to ja nasze maskę i udaję aby im dorównać natomiast na ziemi rolę się odwracają. Ja mogę być sobą nie muszę udawać za to oni muszą grać by się nic nie wydało co czasem jest całkiem zabawne.
-Jakoś nie zauważyłam żebyście opuszczali piekło.
-Czas tu biegnie dwa razy szybciej a akurat mamy wole. Niedługo znowu się zacznie i przypilnuję abyś była z nami. Domyślam się jak bardzo brakuje Cię tamtego życia.
-Dziękuje
-Chodź odprowadzę Cię Saga na pewno się martwi.
Wydawało mi się, że Murai jest raczej dziwny na tle innych jednak on na prawdę był w porządku. Był szczery i miły a przede wszystkim rozumiał więcej. Oczywiście poprosiłam go o najdłuższą drogę powrotną bo niby po co się spieszyć.
-Może wejdziesz? Myślę, że nie będzie miał nic przeciwko
-Nie, muszę coś załatwić. Hiroto już pewnie czeka na mnie.
Niechętnie weszłam do środka. Czekał już na mnie Takashi
-Wiem, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego
-No i masz całkowicie racje
-Proszę daj mi dokończyć.
-Pospiesz się bo się rozmyślę
-Od wczoraj dużo szukałem czegoś na Twój temat i twojej rodziny aż w końcu znalazłem. Wiem już kim jesteś....
A na to kim jest musicie poczekać trochę :))
Z okazji zbliżającego się nowego roku życzę wam:
aby uśmiech nie schodził wam z twarzy i odganiał wszelkie łzy,
by wena was nie opuszczała,
wasze ulubione zespoły odwiedziły nasz kraj
aby szkoła stała się przyjemna
i najwspanialszych chwil które zapamiętacie na całe życie
:*
życzę udanego sylwestra :*
środa, 28 grudnia 2011
8...
[Jasmine]
Przeciągnęłam się na swoim łóżku już dawno nie byłam tak wyspana. Chwileczkę..rozejrzałam się. Czy ja naprawdę widzę dobrze? Faktycznie jestem w swoim pokoju? To nie jestem jakimś wybrykiem natury,a to był tylko sen? No cóż moja wyobraźnia czasem mi daje popalić ale nie sądziłam, że aż tak. W idealnym nastroju usiadłam. i co zobaczyła? Takashi spał na fotelu, a dokładniej to na dwóch fotelach. Czy to nie dziwne? Ale chyba powinnam być już przyzwyczajona do dziwnych rzeczy. Wzięłam kocyk z łóżka i delikatnie nakryłam diabła. Jego długie rzęsy uniosły się odsłaniając niesamowite oczy.
-Jak się dziś czujesz księżniczko?
Zrobiłam obrażoną minę i teatralnie odwróciłam się tyłem by odejść. Pociągnął mnie na tyle mocno za rękę, że znalazłam się na jego kolanach a nasze twarze dzieliła nie wielka odległość.
-Nie obrażaj się na mnie nie moja wina, że jesteś taka śliczna.
-To powiedz mi czemu tutaj śpisz.
-Ponieważ pomyślałem, że tu będzie Ci wygodnie a nie chciałem zostawiać Cię samej.
-A jestem na tyle gruba, że zajmuje całe łóżko i biedny musiałeś całą noc spędzić na fotelu?
-Nie, ale nie proszony nie wejdę Ci do łóżka.
I kto by pomyślał, że to są właśnie jego słowa? Byłam mile zaskoczona.
-Idź się ubrać a ja zrobię śniadanie.
Jego głos już po raz kolejny z nadzwyczaj czułego stał się zimny. Witamy znowu wkurzającego Sagę. Wzięłam z garderoby jakieś dresy myśląc już o kolejnym męczącym treningu. Stanęłam przed lustrem i przejechałam dłonią po dwóch bliznach na plecach. Zamknęłam oczy i skoncentrowałam się na tyle ile byłam w stanie. Po spojrzeniu w lustro ukazały mi się wielkie czarne skrzydła z nielicznymi białymi piórami. Więc jednak to nie był sen. Z dołu dobiegło mnie wołanie na śniadanie. Nie mając wyboru schowałam swój nowy nabytek i szybko się ubrałam. W kuchni czekały już na mnie tosty.
-Co dziś będziemy robić na treningu?
-Nie będziemy już trenować.
-Czemu?
-Bo jesteś silniejsza ode mnie a raczej od większości demonów. Nie wiem tylko czy dałabyś sobie radę z samym Lucyferem.
-W takim razie jakie plany na dziś?
-Rób na co masz ochote
-A Ty?
-Muszę czegoś poszukać
-Pomóc Ci?
-Nie
-Jak chcesz
wstałam i wyszłam za dom za pomocą swojej mocy przebrałam się w kostium i wskoczyłam do basenu. Trzeba przecież odreagować jakoś tego kretyna. Co on sobie myśli? Nie może przecież być raz przeuroczo miły a za chwilę zimny jak lód. Nie wiem ile czasu mogło minąć ale na pewno kilka godzin. Całe szczęście, że obecnie nie czuje zmęczenia. Takashi stanął w drzwiach tarasowych.
-Chodź na chwilę
-Przecież miałam robić co chce.
-O co Ci chodzi? Masz tu być za 5 minut.
Byłam na tyle wkurzona, że moje ciało było na tyle rozgrzane, że wyschło momentalnie. Przebrałam się w normalne ubranie i weszłam do środka. Takashi stał trzymając śliczną, długą suknie w stylu dawnych lat.
-Przymierz.
-Po co?
-Niedługo Lucyfer organizuje bal dla każdego który coś tu znaczy i masz iść w tym.
-A jak nie?
-Nie masz wyboru jemu nawet ja nie mogę się w pełni sprzeciwić
-Czemu nie mogę jej założyć jej tak jak innych rzeczy?
-Ponieważ jest od Lucyfera i w pewnym sensie jest zablokowana.
Wzięłam ją i poszłam do najbliższego pomieszczenia. Był to jakiś pokój w stylu dokładnie takim samym jak reszta domu. Nałożyłam ją, była strasznie ciężka i sztywna. Nie byłam w stanie zasznurować gorsetu więc przytrzymując ją z przodu wyszłam.
-Zawiąż.
Ciągnął za sznurki jakby chciał mnie udusić nią. jego ciepły oddech pieścił moją szyje. Mój umysł odchodził od zmysłów. Miałam tylko jedną wizję- zatracić się w tych cudownych ustach. Gorset stawał się coraz ciaśniejszy,a mi robiło się coraz cieplej.
-Już
Jednak nie odsuwał się. Nie wiele już myśląc odwróciłam się kładąc dłoń na jego rozgrzanym policzku i zbliżyłam nasze wargi. Odwzajemnił pocałunek kiedy zaczęłam się zatracać tak po prostu odsunął się.
-Nie możemy więcej tego robić
W moich oczach mimowolnie pojawiły się łzy.
-Wiec czemu odwzajemniłeś pocałunek? Po co było to całe przedstawienie po tym jak Ogata już odszedł?
-Bo pociąga mnie Twoje ciało.
-Jaki Ty kurwa szery jesteś.
-I tak związek opiekuna z podopieczną jest zakazany więc nie licz na nic chyba ze taki jedno razowy numerek bez zobowiązań o którym nikt się nie dowie.
Strzeliłam go w twarz i wybiegłam z domu. Kierowałam się prosto na plażę, utrudniały mi to łzy oraz nadmiar materiału w sukience. Usiadłam na gorącym piasku i patrzyłam jak "słońce" zachodzi.
-Mogę się dosiąść?
Za moich pleców dobiegł mnie nieznajomy męski głos.
-Tak, proszę.
Otarłam oczy.
-Nie boisz się siedzieć z nieznajomym?
-A Ty nie nie boisz się podchodzić do nieznajomej?
Uśmiechnął się przyjaźnie.
-Jestem Damon
Wyciągnął w moją stronę rękę.
-Jasmine ale możesz mówić mi Mia
-czemu płakałaś?
-Drobna sprzeczka z współlokatorem.
-Rozumiem sprawy prywatne nie wnikam już.
-Dziękuje. Nie widziałam Cię wcześniej.
-To samo mogę powiedzieć o Tobie tyle, że ja przychodzę tu od tygodnia codziennie patrzeć na zachód a później na gwiazdy.
-Czyli tydzień temu opuściłeś dom opiekuna?
-Dobrze kojarzysz fakty, i dokładnie tydzień temu tu trafiłem.
-Jakim cudem tak szybko się wyrwałeś?
-Miałem dość specyficznego opiekuna już pierwszego dnia napisał do Lucyfera, że jestem gotowy dostałem mały domek przy plaży i o to moja historia.
-Faktycznie byłeś gotowy tak szybko?
-Nie miałem o niczym pojęcia dalej niewiele wiem ale jakoś daje rade.
Uśmiechnął się z zadowolenia.
-Mogę spytać kim on jest?
-Aron znasz?
-Powiedzmy, że nie przypadliśmy sobie do gustu
-Jakoś mnie to nie dziwi, spójrz tam jest wielki wóz
-Niesamowity
-Wybacz ale muszę już wracać.
-Nie pozwolę Ci samej wracać w takim miejscu nigdy nie wiadomo kogo się spotka.
-Z przyjemnością skorzystam z propozycji.
Otrzepałam suknię z piasku i ruszyliśmy w stronę powrotną.
-Czemu jesteś tak dziwnie ubrana?
-Pokłóciliśmy się gdy właśnie ją przymierzałam przed jakimś smutnym balem.
-Wygląda niewygodnie.
-Bo taka jest
-Ale ładnie Ci w niej
-Dziękuje.
-Widzisz tamten dom?
Wskazał na nieduży domek
-Tak
-Tam właśnie mieszkam. Gdybyś kiedyś miała ochotę to zapraszam.
-Uważaj bo jeszcze skorzystam.
-Na to właśnie liczę.
Po 20 minutach staliśmy już przed ogrodzeniem domu diabła.
-To jesteśmy na miejscu
-Niezła chata
-masz racje szkoda, że nie da się tego powiedzieć o właścicielu.
Jak na zawołanie w bramie stanął Takashi.
-Gdzie byłaś? Kto to?
- A chuj Cie to interesuje.
-Dziękuję i dobranoc...może jeszcze się spotkamy.
-Dobranoc
Damon odszedł a ja minęłam Takashiego i poszłam prosto do swojego pokoju zamykając za sobą drzwi na klucz....
Przeciągnęłam się na swoim łóżku już dawno nie byłam tak wyspana. Chwileczkę..rozejrzałam się. Czy ja naprawdę widzę dobrze? Faktycznie jestem w swoim pokoju? To nie jestem jakimś wybrykiem natury,a to był tylko sen? No cóż moja wyobraźnia czasem mi daje popalić ale nie sądziłam, że aż tak. W idealnym nastroju usiadłam. i co zobaczyła? Takashi spał na fotelu, a dokładniej to na dwóch fotelach. Czy to nie dziwne? Ale chyba powinnam być już przyzwyczajona do dziwnych rzeczy. Wzięłam kocyk z łóżka i delikatnie nakryłam diabła. Jego długie rzęsy uniosły się odsłaniając niesamowite oczy.
-Jak się dziś czujesz księżniczko?
Zrobiłam obrażoną minę i teatralnie odwróciłam się tyłem by odejść. Pociągnął mnie na tyle mocno za rękę, że znalazłam się na jego kolanach a nasze twarze dzieliła nie wielka odległość.
-Nie obrażaj się na mnie nie moja wina, że jesteś taka śliczna.
-To powiedz mi czemu tutaj śpisz.
-Ponieważ pomyślałem, że tu będzie Ci wygodnie a nie chciałem zostawiać Cię samej.
-A jestem na tyle gruba, że zajmuje całe łóżko i biedny musiałeś całą noc spędzić na fotelu?
-Nie, ale nie proszony nie wejdę Ci do łóżka.
I kto by pomyślał, że to są właśnie jego słowa? Byłam mile zaskoczona.
-Idź się ubrać a ja zrobię śniadanie.
Jego głos już po raz kolejny z nadzwyczaj czułego stał się zimny. Witamy znowu wkurzającego Sagę. Wzięłam z garderoby jakieś dresy myśląc już o kolejnym męczącym treningu. Stanęłam przed lustrem i przejechałam dłonią po dwóch bliznach na plecach. Zamknęłam oczy i skoncentrowałam się na tyle ile byłam w stanie. Po spojrzeniu w lustro ukazały mi się wielkie czarne skrzydła z nielicznymi białymi piórami. Więc jednak to nie był sen. Z dołu dobiegło mnie wołanie na śniadanie. Nie mając wyboru schowałam swój nowy nabytek i szybko się ubrałam. W kuchni czekały już na mnie tosty.
-Co dziś będziemy robić na treningu?
-Nie będziemy już trenować.
-Czemu?
-Bo jesteś silniejsza ode mnie a raczej od większości demonów. Nie wiem tylko czy dałabyś sobie radę z samym Lucyferem.
-W takim razie jakie plany na dziś?
-Rób na co masz ochote
-A Ty?
-Muszę czegoś poszukać
-Pomóc Ci?
-Nie
-Jak chcesz
wstałam i wyszłam za dom za pomocą swojej mocy przebrałam się w kostium i wskoczyłam do basenu. Trzeba przecież odreagować jakoś tego kretyna. Co on sobie myśli? Nie może przecież być raz przeuroczo miły a za chwilę zimny jak lód. Nie wiem ile czasu mogło minąć ale na pewno kilka godzin. Całe szczęście, że obecnie nie czuje zmęczenia. Takashi stanął w drzwiach tarasowych.
-Chodź na chwilę
-Przecież miałam robić co chce.
-O co Ci chodzi? Masz tu być za 5 minut.
Byłam na tyle wkurzona, że moje ciało było na tyle rozgrzane, że wyschło momentalnie. Przebrałam się w normalne ubranie i weszłam do środka. Takashi stał trzymając śliczną, długą suknie w stylu dawnych lat.
-Przymierz.
-Po co?
-Niedługo Lucyfer organizuje bal dla każdego który coś tu znaczy i masz iść w tym.
-A jak nie?
-Nie masz wyboru jemu nawet ja nie mogę się w pełni sprzeciwić
-Czemu nie mogę jej założyć jej tak jak innych rzeczy?
-Ponieważ jest od Lucyfera i w pewnym sensie jest zablokowana.
Wzięłam ją i poszłam do najbliższego pomieszczenia. Był to jakiś pokój w stylu dokładnie takim samym jak reszta domu. Nałożyłam ją, była strasznie ciężka i sztywna. Nie byłam w stanie zasznurować gorsetu więc przytrzymując ją z przodu wyszłam.
-Zawiąż.
Ciągnął za sznurki jakby chciał mnie udusić nią. jego ciepły oddech pieścił moją szyje. Mój umysł odchodził od zmysłów. Miałam tylko jedną wizję- zatracić się w tych cudownych ustach. Gorset stawał się coraz ciaśniejszy,a mi robiło się coraz cieplej.
-Już
Jednak nie odsuwał się. Nie wiele już myśląc odwróciłam się kładąc dłoń na jego rozgrzanym policzku i zbliżyłam nasze wargi. Odwzajemnił pocałunek kiedy zaczęłam się zatracać tak po prostu odsunął się.
-Nie możemy więcej tego robić
W moich oczach mimowolnie pojawiły się łzy.
-Wiec czemu odwzajemniłeś pocałunek? Po co było to całe przedstawienie po tym jak Ogata już odszedł?
-Bo pociąga mnie Twoje ciało.
-Jaki Ty kurwa szery jesteś.
-I tak związek opiekuna z podopieczną jest zakazany więc nie licz na nic chyba ze taki jedno razowy numerek bez zobowiązań o którym nikt się nie dowie.
Strzeliłam go w twarz i wybiegłam z domu. Kierowałam się prosto na plażę, utrudniały mi to łzy oraz nadmiar materiału w sukience. Usiadłam na gorącym piasku i patrzyłam jak "słońce" zachodzi.
-Mogę się dosiąść?
Za moich pleców dobiegł mnie nieznajomy męski głos.
-Tak, proszę.
Otarłam oczy.
-Nie boisz się siedzieć z nieznajomym?
-A Ty nie nie boisz się podchodzić do nieznajomej?
Uśmiechnął się przyjaźnie.
-Jestem Damon
Wyciągnął w moją stronę rękę.
-Jasmine ale możesz mówić mi Mia
-czemu płakałaś?
-Drobna sprzeczka z współlokatorem.
-Rozumiem sprawy prywatne nie wnikam już.
-Dziękuje. Nie widziałam Cię wcześniej.
-To samo mogę powiedzieć o Tobie tyle, że ja przychodzę tu od tygodnia codziennie patrzeć na zachód a później na gwiazdy.
-Czyli tydzień temu opuściłeś dom opiekuna?
-Dobrze kojarzysz fakty, i dokładnie tydzień temu tu trafiłem.
-Jakim cudem tak szybko się wyrwałeś?
-Miałem dość specyficznego opiekuna już pierwszego dnia napisał do Lucyfera, że jestem gotowy dostałem mały domek przy plaży i o to moja historia.
-Faktycznie byłeś gotowy tak szybko?
-Nie miałem o niczym pojęcia dalej niewiele wiem ale jakoś daje rade.
Uśmiechnął się z zadowolenia.
-Mogę spytać kim on jest?
-Aron znasz?
-Powiedzmy, że nie przypadliśmy sobie do gustu
-Jakoś mnie to nie dziwi, spójrz tam jest wielki wóz
-Niesamowity
-Wybacz ale muszę już wracać.
-Nie pozwolę Ci samej wracać w takim miejscu nigdy nie wiadomo kogo się spotka.
-Z przyjemnością skorzystam z propozycji.
Otrzepałam suknię z piasku i ruszyliśmy w stronę powrotną.
-Czemu jesteś tak dziwnie ubrana?
-Pokłóciliśmy się gdy właśnie ją przymierzałam przed jakimś smutnym balem.
-Wygląda niewygodnie.
-Bo taka jest
-Ale ładnie Ci w niej
-Dziękuje.
-Widzisz tamten dom?
Wskazał na nieduży domek
-Tak
-Tam właśnie mieszkam. Gdybyś kiedyś miała ochotę to zapraszam.
-Uważaj bo jeszcze skorzystam.
-Na to właśnie liczę.
Po 20 minutach staliśmy już przed ogrodzeniem domu diabła.
-To jesteśmy na miejscu
-Niezła chata
-masz racje szkoda, że nie da się tego powiedzieć o właścicielu.
Jak na zawołanie w bramie stanął Takashi.
-Gdzie byłaś? Kto to?
- A chuj Cie to interesuje.
-Dziękuję i dobranoc...może jeszcze się spotkamy.
-Dobranoc
Damon odszedł a ja minęłam Takashiego i poszłam prosto do swojego pokoju zamykając za sobą drzwi na klucz....
środa, 21 grudnia 2011
7...
[Jasmine]
Niechętnie otworzyłam oczy przez ciemne zasłony przebijały się cienkie strugi światła, oznaczało to, że czas wstawać. Głowa przeraźliwie mnie bolała, myślałam, że po śmierci nie czuje się już takich rzeczy. Leniwie wysunęłam nogę spod kołdry. Miałam wrażenie jakby ktoś potraktował ją lodem. Biegiem ruszyłam do szafy po najgrubszą bluzę jaką tam znalazłam i po bardzo stylowe grube, różowe, futrzane kapcie robione na wzór emu. Ubiorem przypominałam uciekiniera z cyrku. W łazience się okazało, że ogólnie wyglądam delikatnie mówiąc tragicznie. Podkrążone oczy i skóra tak blada, że bez problemu dostała bym role śmierci w jakimś horrorze. Nie miałam siły doprowadzać się do stanu w którym nie straszyła bym innych, a po za tym jak najszybciej chciałam znaleźć się w kuchni w której na pewno czekał już Takashi. Od wczorajszego pocałunku nie zamieniliśmy nawet słowa więc jestem bardzo ciekawa czy poruszy teraz ten temat no i jak teraz będzie. Może jakimś tam cudem podobam mu się? pełna nadziej połączonej z radością i brakiem siły na wszystko ruszyłam na dół tracąc równowagę po drodze jakieś 50 razy. Po dotarciu do celu zajęłam swoje stałe miejsce na krześle barowym i czekałam na jakąś reakcje swojego opiekuna. Stał do mnie tyłem i smażył chyba jajecznice. Nam sam jej zapach zemdliło mnie. Odwrócił się i postawił przede mną kubek z gorącą kawą dotykając niechcący mojej dłoni. Jego skóra wydała mi się teraz tak przyjemnie zimna. Chwila! Zimna? Przecież on jest dużo cieplejszy niż ja. Pewnie gdyby nie ten szokujący fakt wybuchnęła bym śmiechem ponieważ miał na sobie fartuszek z podobizną supermena.
-Dobrze się czujesz?
Więc jednak i jemu nie umkną ten dziwny fakt?
-Szczerze mówiąc to nie.
Ej no mogę być i chora co mi tam i tak już nie umrę przecież więc chyba możemy najpierw porozmawiać o wczorajszym wieczorze a później zajmiemy się kwestią dziwnych zdarzeń.
-Powinnaś się położyć
Miał racje. Wstałam i w tym oto momencie obraz mi się rozmazał i straciłam równowagę jednak Takashi mnie złapał ratując tym od upadku. Zaprowadził mnie do jednego z pokoi które znajdowały się na parterze domu. na jego widok miałam ochotę zacząć uciekać! Wyglądał niczym wyjęty ze szpitala. Pod przymusem położyłam się.
-Poczekaj chwilę zaraz wrócę.
Chciałam krzyknąć, żeby nie zostawiał mnie w tym upiornym miejscu jednak moje narządu głosu odmówiły współpracy. A świat z przed oczu mi zniknął.
[Saga]
Nie wiedziałem co się dzieje więc zadzwoniłem po Shou na całe szczęście reszta zespołu była akurat u niego. Więc pojawili się jednocześnie tuż obok mnie.
-Co się stało?
-nie wiem Jasmine ma takie objawy jak przy przyjmowaniu mocy tyle, że w przypadkach w których występują problemy. A przecież jest tu już jakiś czas i nic się nie działo.
-Wydarzyło się coś ostatnio?
-Nie. Znaczy jakby to ująć jakby stawała się w pewnym sensie diablicą.
-Dziwne, nie spotkałem się nigdy z czymś takim
Dziwne to raczej było to, że Nao pierwszy raz o czymś takim słyszy w końcu przeczytał każdą książkę na temat podziemi i rozmawiał z każdym dziwnym przypadkiem dlatego czasem nazywamy go naszą encyklopedią.
-Dobra nie marnujmy czasu dam jej trochę swojej krwi i jej przejdzie.
Shou w końcu zaczął z sensem mówić. Weszliśmy do niej. Była nie przytomna. Shou wysunął swoje kły i przegryzł skórę na nadgarstku po czym krwawiącą rękę przysuną do jej ust. Jasmine otworzyła oczy jednak były jakby nie obecne nie kontaktowała z otoczeniem. Dostała gorączki i drgawek po czym zaczęła pluć krwią.
-Jeszcze nikt nie wypluwał mojej krwi.
Oburzył się Shou
-Tora weź ją uspokój.
Oczy gitarzysty stał się momentalnie niebieskie podszedł do łóżka w pełnym skupieniu i...zero efektu.
-Nie mogę blokuje swój umysł..dziwne.
W momencie poczułem jak odpływam w świat bez problemów..chwila...coś nie tak.
-Tora do cholery nie mnie miałeś uspokajać!! Nao zabierz go stąd i wielce obrażonego Shou też.
Hiroto obserwując wszystko stał z boku. Aż się odezwał szokując wszystkich tym, że jeszcze tu jest.
-Poczekajcie coś się dzieje.
Miał racje. Jasmine z czerwonymi tęczówkami unosiła się w powietrzu. Ręce miała rozłożone. A sama była w pozycji pionowej tuż nas sufitem. Zapadła cisza którą przerwał dźwięk łamanych kości i po chwili krzyki bólu. jej ciało wyginało się nie naturalnie, to żebra co chwila łamały się. Chciałem coś zrobić. Tylko co? Wszyscy byliśmy w jeszcze większym szoku kiedy wyrosły jej wielkie czarne skrzydła, a co dziwniejsze nie spłonęły jak w naszym przypadku. Po tym swobodnie opadła na łóżko a z twarzy znikł ból.
-Hiroto co to było?
-W niebie powiedzieli by, że to upadły anioł tylko jakby hmm nie upadły jednocześnie.
Otworzyła oczy, miały już swoją naturalną barwę a skrzydła schowały się. Rozejrzała się.
-Co się stało? Kiedy przyszliście?
-Nie wiemy. Ale już wszystko będzie dobrze. Odpoczywaj my musimy już iść.
Nao jaka nasza encyklopedia musiał zabrać głos.
Unikając więcej pytań wyszliśmy.
-Pojebało Cię?
Hiroto wydarł się na mnie.
-O co Ci chodzi?
-MY IDZIEMY!! rozumiesz MY a nie TY!! TY tam wracasz i jesteś tam. Nie wiemy czy to koniec jak coś masz nas wezwać a teraz wracaj do niej i nie opuszczaj nawet na minute.
-Chyba masz trochę racji
Nao złapał się za głowę demonstrując swoje załamanie.
-A jak o coś będzie mnie pytać?
-To odpowiesz prawdę przecież i tak nic nie wiemy. Chociaż jak widać wy wiecie więcej niż my tylko jakoś ukrywasz przed nami coś Saga.
-Nie, nie skąd. To ja już wracam do niej.
Jakie to dziwne właśnie uciekłem do pomieszczenia z którego przed chwilą uciekałem. Usiadłem na łóżku obok Jasmine. Może i łóżko wyglądało na szpitalne jednak było zdecydowanie większe.
-Czemu mnie wszystko boli?
-Bo skrzydła Ci wyrosły księżniczko.
-Tylko nie księżniczko!
Najwyraźniej odzyskała już w pełni siły bo znowu się słodko wkurzała.
-Oj nie denerwuj się tak.
Położyłem się obok i przytuliłem ją do siebie.
-Chce z Tobą porozmawiać.
Ałć nie lubię tego zdania
-O czym?
-O wczorajszym wieczorze.
-AAa o tym.......no cóż wiesz to takie przedstawienie przed Hiroto było....ale tak jakoś się przeciągnęło bo całkiem przyjemnie było.....
Spojrzałem na nią w nadziej, że mi przerwie. Jednak co ujrzałem? Ona spała...w najlepsze zasnęła po raz kolejny wybawiając mnie od tłumaczeń się. Do dałem tylko w myślach " i z chęcią bym to powtórzył" Czym jeszcze ona mnie zaskoczy?
Z przyczyn nie zależnych ode mnie nastała tu pewna przerwa...szczerze to nawet brakowało już mi pisania tu moich wytworów wyobraźni. Ehhh...ale wróciłam już i znowu mogę chociaż na chwilę oderwać się od rzeczywistości :) a po tylu godzinach w szkole jest to bardzo przyjemne :P
Przed świętami pewnie już nie uda mi się nic dodać więc chce wam życzyć wesołych świąt!
Niechętnie otworzyłam oczy przez ciemne zasłony przebijały się cienkie strugi światła, oznaczało to, że czas wstawać. Głowa przeraźliwie mnie bolała, myślałam, że po śmierci nie czuje się już takich rzeczy. Leniwie wysunęłam nogę spod kołdry. Miałam wrażenie jakby ktoś potraktował ją lodem. Biegiem ruszyłam do szafy po najgrubszą bluzę jaką tam znalazłam i po bardzo stylowe grube, różowe, futrzane kapcie robione na wzór emu. Ubiorem przypominałam uciekiniera z cyrku. W łazience się okazało, że ogólnie wyglądam delikatnie mówiąc tragicznie. Podkrążone oczy i skóra tak blada, że bez problemu dostała bym role śmierci w jakimś horrorze. Nie miałam siły doprowadzać się do stanu w którym nie straszyła bym innych, a po za tym jak najszybciej chciałam znaleźć się w kuchni w której na pewno czekał już Takashi. Od wczorajszego pocałunku nie zamieniliśmy nawet słowa więc jestem bardzo ciekawa czy poruszy teraz ten temat no i jak teraz będzie. Może jakimś tam cudem podobam mu się? pełna nadziej połączonej z radością i brakiem siły na wszystko ruszyłam na dół tracąc równowagę po drodze jakieś 50 razy. Po dotarciu do celu zajęłam swoje stałe miejsce na krześle barowym i czekałam na jakąś reakcje swojego opiekuna. Stał do mnie tyłem i smażył chyba jajecznice. Nam sam jej zapach zemdliło mnie. Odwrócił się i postawił przede mną kubek z gorącą kawą dotykając niechcący mojej dłoni. Jego skóra wydała mi się teraz tak przyjemnie zimna. Chwila! Zimna? Przecież on jest dużo cieplejszy niż ja. Pewnie gdyby nie ten szokujący fakt wybuchnęła bym śmiechem ponieważ miał na sobie fartuszek z podobizną supermena.
-Dobrze się czujesz?
Więc jednak i jemu nie umkną ten dziwny fakt?
-Szczerze mówiąc to nie.
Ej no mogę być i chora co mi tam i tak już nie umrę przecież więc chyba możemy najpierw porozmawiać o wczorajszym wieczorze a później zajmiemy się kwestią dziwnych zdarzeń.
-Powinnaś się położyć
Miał racje. Wstałam i w tym oto momencie obraz mi się rozmazał i straciłam równowagę jednak Takashi mnie złapał ratując tym od upadku. Zaprowadził mnie do jednego z pokoi które znajdowały się na parterze domu. na jego widok miałam ochotę zacząć uciekać! Wyglądał niczym wyjęty ze szpitala. Pod przymusem położyłam się.
-Poczekaj chwilę zaraz wrócę.
Chciałam krzyknąć, żeby nie zostawiał mnie w tym upiornym miejscu jednak moje narządu głosu odmówiły współpracy. A świat z przed oczu mi zniknął.
[Saga]
Nie wiedziałem co się dzieje więc zadzwoniłem po Shou na całe szczęście reszta zespołu była akurat u niego. Więc pojawili się jednocześnie tuż obok mnie.
-Co się stało?
-nie wiem Jasmine ma takie objawy jak przy przyjmowaniu mocy tyle, że w przypadkach w których występują problemy. A przecież jest tu już jakiś czas i nic się nie działo.
-Wydarzyło się coś ostatnio?
-Nie. Znaczy jakby to ująć jakby stawała się w pewnym sensie diablicą.
-Dziwne, nie spotkałem się nigdy z czymś takim
Dziwne to raczej było to, że Nao pierwszy raz o czymś takim słyszy w końcu przeczytał każdą książkę na temat podziemi i rozmawiał z każdym dziwnym przypadkiem dlatego czasem nazywamy go naszą encyklopedią.
-Dobra nie marnujmy czasu dam jej trochę swojej krwi i jej przejdzie.
Shou w końcu zaczął z sensem mówić. Weszliśmy do niej. Była nie przytomna. Shou wysunął swoje kły i przegryzł skórę na nadgarstku po czym krwawiącą rękę przysuną do jej ust. Jasmine otworzyła oczy jednak były jakby nie obecne nie kontaktowała z otoczeniem. Dostała gorączki i drgawek po czym zaczęła pluć krwią.
-Jeszcze nikt nie wypluwał mojej krwi.
Oburzył się Shou
-Tora weź ją uspokój.
Oczy gitarzysty stał się momentalnie niebieskie podszedł do łóżka w pełnym skupieniu i...zero efektu.
-Nie mogę blokuje swój umysł..dziwne.
W momencie poczułem jak odpływam w świat bez problemów..chwila...coś nie tak.
-Tora do cholery nie mnie miałeś uspokajać!! Nao zabierz go stąd i wielce obrażonego Shou też.
Hiroto obserwując wszystko stał z boku. Aż się odezwał szokując wszystkich tym, że jeszcze tu jest.
-Poczekajcie coś się dzieje.
Miał racje. Jasmine z czerwonymi tęczówkami unosiła się w powietrzu. Ręce miała rozłożone. A sama była w pozycji pionowej tuż nas sufitem. Zapadła cisza którą przerwał dźwięk łamanych kości i po chwili krzyki bólu. jej ciało wyginało się nie naturalnie, to żebra co chwila łamały się. Chciałem coś zrobić. Tylko co? Wszyscy byliśmy w jeszcze większym szoku kiedy wyrosły jej wielkie czarne skrzydła, a co dziwniejsze nie spłonęły jak w naszym przypadku. Po tym swobodnie opadła na łóżko a z twarzy znikł ból.
-Hiroto co to było?
-W niebie powiedzieli by, że to upadły anioł tylko jakby hmm nie upadły jednocześnie.
Otworzyła oczy, miały już swoją naturalną barwę a skrzydła schowały się. Rozejrzała się.
-Co się stało? Kiedy przyszliście?
-Nie wiemy. Ale już wszystko będzie dobrze. Odpoczywaj my musimy już iść.
Nao jaka nasza encyklopedia musiał zabrać głos.
Unikając więcej pytań wyszliśmy.
-Pojebało Cię?
Hiroto wydarł się na mnie.
-O co Ci chodzi?
-MY IDZIEMY!! rozumiesz MY a nie TY!! TY tam wracasz i jesteś tam. Nie wiemy czy to koniec jak coś masz nas wezwać a teraz wracaj do niej i nie opuszczaj nawet na minute.
-Chyba masz trochę racji
Nao złapał się za głowę demonstrując swoje załamanie.
-A jak o coś będzie mnie pytać?
-To odpowiesz prawdę przecież i tak nic nie wiemy. Chociaż jak widać wy wiecie więcej niż my tylko jakoś ukrywasz przed nami coś Saga.
-Nie, nie skąd. To ja już wracam do niej.
Jakie to dziwne właśnie uciekłem do pomieszczenia z którego przed chwilą uciekałem. Usiadłem na łóżku obok Jasmine. Może i łóżko wyglądało na szpitalne jednak było zdecydowanie większe.
-Czemu mnie wszystko boli?
-Bo skrzydła Ci wyrosły księżniczko.
-Tylko nie księżniczko!
Najwyraźniej odzyskała już w pełni siły bo znowu się słodko wkurzała.
-Oj nie denerwuj się tak.
Położyłem się obok i przytuliłem ją do siebie.
-Chce z Tobą porozmawiać.
Ałć nie lubię tego zdania
-O czym?
-O wczorajszym wieczorze.
-AAa o tym.......no cóż wiesz to takie przedstawienie przed Hiroto było....ale tak jakoś się przeciągnęło bo całkiem przyjemnie było.....
Spojrzałem na nią w nadziej, że mi przerwie. Jednak co ujrzałem? Ona spała...w najlepsze zasnęła po raz kolejny wybawiając mnie od tłumaczeń się. Do dałem tylko w myślach " i z chęcią bym to powtórzył" Czym jeszcze ona mnie zaskoczy?
Z przyczyn nie zależnych ode mnie nastała tu pewna przerwa...szczerze to nawet brakowało już mi pisania tu moich wytworów wyobraźni. Ehhh...ale wróciłam już i znowu mogę chociaż na chwilę oderwać się od rzeczywistości :) a po tylu godzinach w szkole jest to bardzo przyjemne :P
Przed świętami pewnie już nie uda mi się nic dodać więc chce wam życzyć wesołych świąt!
wtorek, 29 listopada 2011
6...
[Jasmine]
Rozejrzałam się po pokoju, był wielki z dużą ilością okien. Chwile mi zajęło zanim przypomniałam sobie gdzie jestem. Saga wyszedł z łazienki owinięty tylko w ręcznik a woda kapała mu z włosów. Wyglądał wręcz pociągająco.
-Jak samopoczucie?
-Bywało lepsze.
-Co powiesz na to by wieczorem przejść się do klubu?
-Wydaje mi się, że to nie najlepszy pomysł.
-Spokojnie, Aron przez najbliższy miesiąc nie wyjdzie z domu. Mam dla Ciebie niespodziankę.
-jaką?
-Poczekaj chwilę tylko się ubiorę.
Wrócił do łazienki by za chwilę wyjść już w pełnej garderobie. Zaprowadził mnie do mojego pokoju, przed drzwiami zasłonił mi oczy i dopiero wtedy je otworzył. Wprowadził mnie do środka i odsłonił oczy.
-I jak Ci się teraz podoba?
-Jest piękny.
ściany były pomarańczowe w tym jedna granatowa a na niej przyczepione lampki w kształcie gwiazdek. Przy ciemnej ścianie stało metalowe duże łóżko z baldachimem. Pod oknem znajdowało się biurko. Była jeszcze pasująca do wystroju ława z świeżo ściętymi słonecznikami i dwa fotele.
-Cieszy mnie to, a teraz się ubierz i na śniadanie. Czeka nas dziś trochę pracy.
Wyszedł zostawiając mnie samą. Zastanawiało mnie czy to wczorajsza wizyta Arona tak zmieniła stosunek Sagi czy jednak przyczyna była jakaś inna. Kiedy byłam już gotowa zeszłam do kuchni gdzie czekały już na mnie tosty z czekoladą. To robiło się już dziwne ale nie będę narzekać. Po śniadaniu poszliśmy do piwnicy gdzie trenowaliśmy.
-Dziś skupimy się na Twojej mocy. Wczoraj pokazałaś co potrafisz więc dziś postaraj się stworzyć ognistą kulę i rzucić ją w tamtego manekina.
wskazał na najdalej stojącego manekina. Czy on sobie żartował?
-Nie dam rady.
-Jak uwierzysz to dasz. Ja będę cały czas kontrolował twój umysł by mieć pewność, że się nie obijasz.
I tak kilka godzin spędziliśmy w milczeniu. Przez długi czas w moich rękach nie pojawiała się nawet iskierka, z czasem był już niewielki płomyk który po dokładnie dwóch sekundach gasł. Dopiero na sam koniec udało mi się stworzyć małą kulkę ognia ale żeby nie było tak pięknie to zgasła nawet nie w połowie drogi.
-Wystarczy na dziś zjedź coś i szybko się szykuj.
Zjadłam trochę lazanii ze szpinakiem i pobiegłam do pokoju. Ponieważ Takashi był dla mnie dziś zadziwiająco miły postanowiłam się trochę odwdzięczyć i ucieszyć jego oczka. W tym celu założyłam krótką przylegająca granatową sukienkę z dość dużym dekoltem. Do tego wysokie szpilki i delikatny makijaż. Po godzinie szykowania się zeszłam.
-Ile można czekać?- w jego głosie było słychać irytacje.
Podniósł wzrok i spojrzał na mnie.
-Każda minuta była warta.
I właśnie na to spojrzenie pożądania liczyłam.
-To jak idziemy?
Momentalnie oprzytomniał.
-Tak, tak oczywiście, że tak.
Otworzył mi drzwi od swojego ferrari i podjechaliśmy pod ten sam klub co ostatnio.W środku spotkaliśmy część jego zespołu.
-Gdzie Hiroto?
-Będzie później wiesz od jutra będzie już w piekle na dobre więc żegna się z Reitą.
-Przecież będą spotykać się na ziemi.
-To nie zmienia faktu, że urządzili sobie pożegnalny sex
W głosie Shou wyczuwałam odrobinę złości
[Saga]
-Shou wyluzuj masz jeszcze Torę. A ty Tora celowo nie doprowadzaj go to furii.
-Czemu? On się tak słodko złości. A jeszcze tak przyjemnie później odreagowuje to.
-Nie gadaj już tyle tylko chodź do samochodu i zacznij mnie w końcu pieprzyć.
Nao jak zwykle wybuch śmiechem jak tylko nasze słodkie diabełki się oddaliły za to Jasmine stała zdezorientowana całą sytuacją.
-Oni tak zawsze. Tora powoduje, że Shou się wkurza, a później żeby się odstresował i nikomu krzywdy nie zrobić idą się kochać.
Po jej minie wnioskowałem, że jest nieco zdziwiona relacjami jakie tu panują. Spojrzałem na Nao który był już pochłonięty rozmową z kimś
-Może zatańczymy?
-Jasne czemu by nie
Ruszyliśmy na parkiet. Jej ruchy sprawiały, że miałem ochotę zerwać z niej to co ma i iść w ślady Shou i Tory. Wyczuwałem od niej cynamon to musiało oznaczać, że denerwuje ją fakt, że nie pozwalam się nikomu do niej zbliżyć ale po prostu nie wytrzymałbym widoku gdy ktoś inny ją dotyka. Jej ciało tak przyjemnie wiło się pod moimi dłoniami a zapach jej skóry rozpalał wszystkie moje zmysły. Na moment zgasło światło. gdy ponownie było coś widać. Jasmine klęczała na podłodze trzymając się z głowę. jak najszybciej wyprowadziłem ją za budynek gdzie nikogo nie było. Oparła się o ścianę. Jej tęczówki tak samo jak włosy miały teraz barwę czerwoną. Co się działo? Chciałem już o to zapytać kiedy z jej ust wydobyła się odpowiedź.
-Raptem zaczęłam słyszeć wszystkich w środku. Przerażający natłok słów.
Wiedziałem już co się stało. Z jakiegoś powodu zaczęła słyszeć myśli innych.
[Jasmine]
-Co się dzieje?
-Słyszysz myśli innych tak jak ja
-Czemu?
-Zauważyłaś jaki kolor oczu mają diabły?
Trzeba im przyznać, że miały zadziwiające barwy. Takashi miał brązowe ale z nalotem szarości, Tora dziwnie niebiesko-fioletowe, Shou przerażająco czarne a Aron mimo, że był czarny miał jaskrawo zielone.
-Tak, nie są spotykane.
Podał mi lusterko. Widok mnie zaszokował. Moje włosy i oczy były czerwone.
-Co się stało?
-Nie wiem ale z jakiegoś powodu masz cechy diabła. Teraz musisz się skupić i wrócić do normalnych barw.
Zamknęłam oczy i uspokoiłam myśli gdy ponownie spojrzałam na diabła wszystko wróciło do normy.
-A teraz zapamiętaj. Musisz uważać nikt nie może się o tym dowiedzieć.
-Dobrze
-Cholera
-Co?
Tym razem przekazał wiadomość mi w myślach. "Hiroto tu idzie. Słyszał rozmowę. Nawet on nie może wiedzieć a będzie zadawał pytania. teraz Cię pocałuje"
Takashi przysunął się do mnie. Jego gorące wargi wbiły się w moje. Były cieplejsze niż się tego spodziewałam a do tego takie miękkie. Miał racje odnośnie Hiroto było już słychać jego kroki.
-Więc o tym nie może się nikt dowiedzieć tak?
Basista odsunął się ode mnie.
-Hiroto proszę nie mów nikomu wiesz jaka jest sytuacja.
-Spoko, będę milczał. Nie przeszkadzajcie sobie, tylko trochę bardziej uważajcie.
-Dzięki. Sam lepiej uważaj.
Ponownie złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku. Nie przestawał mnie całować jeszcze długo po tym jak Ogata odszedł.
Rozejrzałam się po pokoju, był wielki z dużą ilością okien. Chwile mi zajęło zanim przypomniałam sobie gdzie jestem. Saga wyszedł z łazienki owinięty tylko w ręcznik a woda kapała mu z włosów. Wyglądał wręcz pociągająco.
-Jak samopoczucie?
-Bywało lepsze.
-Co powiesz na to by wieczorem przejść się do klubu?
-Wydaje mi się, że to nie najlepszy pomysł.
-Spokojnie, Aron przez najbliższy miesiąc nie wyjdzie z domu. Mam dla Ciebie niespodziankę.
-jaką?
-Poczekaj chwilę tylko się ubiorę.
Wrócił do łazienki by za chwilę wyjść już w pełnej garderobie. Zaprowadził mnie do mojego pokoju, przed drzwiami zasłonił mi oczy i dopiero wtedy je otworzył. Wprowadził mnie do środka i odsłonił oczy.
-I jak Ci się teraz podoba?
-Jest piękny.
ściany były pomarańczowe w tym jedna granatowa a na niej przyczepione lampki w kształcie gwiazdek. Przy ciemnej ścianie stało metalowe duże łóżko z baldachimem. Pod oknem znajdowało się biurko. Była jeszcze pasująca do wystroju ława z świeżo ściętymi słonecznikami i dwa fotele.
-Cieszy mnie to, a teraz się ubierz i na śniadanie. Czeka nas dziś trochę pracy.
Wyszedł zostawiając mnie samą. Zastanawiało mnie czy to wczorajsza wizyta Arona tak zmieniła stosunek Sagi czy jednak przyczyna była jakaś inna. Kiedy byłam już gotowa zeszłam do kuchni gdzie czekały już na mnie tosty z czekoladą. To robiło się już dziwne ale nie będę narzekać. Po śniadaniu poszliśmy do piwnicy gdzie trenowaliśmy.
-Dziś skupimy się na Twojej mocy. Wczoraj pokazałaś co potrafisz więc dziś postaraj się stworzyć ognistą kulę i rzucić ją w tamtego manekina.
wskazał na najdalej stojącego manekina. Czy on sobie żartował?
-Nie dam rady.
-Jak uwierzysz to dasz. Ja będę cały czas kontrolował twój umysł by mieć pewność, że się nie obijasz.
I tak kilka godzin spędziliśmy w milczeniu. Przez długi czas w moich rękach nie pojawiała się nawet iskierka, z czasem był już niewielki płomyk który po dokładnie dwóch sekundach gasł. Dopiero na sam koniec udało mi się stworzyć małą kulkę ognia ale żeby nie było tak pięknie to zgasła nawet nie w połowie drogi.
-Wystarczy na dziś zjedź coś i szybko się szykuj.
Zjadłam trochę lazanii ze szpinakiem i pobiegłam do pokoju. Ponieważ Takashi był dla mnie dziś zadziwiająco miły postanowiłam się trochę odwdzięczyć i ucieszyć jego oczka. W tym celu założyłam krótką przylegająca granatową sukienkę z dość dużym dekoltem. Do tego wysokie szpilki i delikatny makijaż. Po godzinie szykowania się zeszłam.
-Ile można czekać?- w jego głosie było słychać irytacje.
Podniósł wzrok i spojrzał na mnie.
-Każda minuta była warta.
I właśnie na to spojrzenie pożądania liczyłam.
-To jak idziemy?
Momentalnie oprzytomniał.
-Tak, tak oczywiście, że tak.
Otworzył mi drzwi od swojego ferrari i podjechaliśmy pod ten sam klub co ostatnio.W środku spotkaliśmy część jego zespołu.
-Gdzie Hiroto?
-Będzie później wiesz od jutra będzie już w piekle na dobre więc żegna się z Reitą.
-Przecież będą spotykać się na ziemi.
-To nie zmienia faktu, że urządzili sobie pożegnalny sex
W głosie Shou wyczuwałam odrobinę złości
[Saga]
-Shou wyluzuj masz jeszcze Torę. A ty Tora celowo nie doprowadzaj go to furii.
-Czemu? On się tak słodko złości. A jeszcze tak przyjemnie później odreagowuje to.
-Nie gadaj już tyle tylko chodź do samochodu i zacznij mnie w końcu pieprzyć.
Nao jak zwykle wybuch śmiechem jak tylko nasze słodkie diabełki się oddaliły za to Jasmine stała zdezorientowana całą sytuacją.
-Oni tak zawsze. Tora powoduje, że Shou się wkurza, a później żeby się odstresował i nikomu krzywdy nie zrobić idą się kochać.
Po jej minie wnioskowałem, że jest nieco zdziwiona relacjami jakie tu panują. Spojrzałem na Nao który był już pochłonięty rozmową z kimś
-Może zatańczymy?
-Jasne czemu by nie
Ruszyliśmy na parkiet. Jej ruchy sprawiały, że miałem ochotę zerwać z niej to co ma i iść w ślady Shou i Tory. Wyczuwałem od niej cynamon to musiało oznaczać, że denerwuje ją fakt, że nie pozwalam się nikomu do niej zbliżyć ale po prostu nie wytrzymałbym widoku gdy ktoś inny ją dotyka. Jej ciało tak przyjemnie wiło się pod moimi dłoniami a zapach jej skóry rozpalał wszystkie moje zmysły. Na moment zgasło światło. gdy ponownie było coś widać. Jasmine klęczała na podłodze trzymając się z głowę. jak najszybciej wyprowadziłem ją za budynek gdzie nikogo nie było. Oparła się o ścianę. Jej tęczówki tak samo jak włosy miały teraz barwę czerwoną. Co się działo? Chciałem już o to zapytać kiedy z jej ust wydobyła się odpowiedź.
-Raptem zaczęłam słyszeć wszystkich w środku. Przerażający natłok słów.
Wiedziałem już co się stało. Z jakiegoś powodu zaczęła słyszeć myśli innych.
[Jasmine]
-Co się dzieje?
-Słyszysz myśli innych tak jak ja
-Czemu?
-Zauważyłaś jaki kolor oczu mają diabły?
Trzeba im przyznać, że miały zadziwiające barwy. Takashi miał brązowe ale z nalotem szarości, Tora dziwnie niebiesko-fioletowe, Shou przerażająco czarne a Aron mimo, że był czarny miał jaskrawo zielone.
-Tak, nie są spotykane.
Podał mi lusterko. Widok mnie zaszokował. Moje włosy i oczy były czerwone.
-Co się stało?
-Nie wiem ale z jakiegoś powodu masz cechy diabła. Teraz musisz się skupić i wrócić do normalnych barw.
Zamknęłam oczy i uspokoiłam myśli gdy ponownie spojrzałam na diabła wszystko wróciło do normy.
-A teraz zapamiętaj. Musisz uważać nikt nie może się o tym dowiedzieć.
-Dobrze
-Cholera
-Co?
Tym razem przekazał wiadomość mi w myślach. "Hiroto tu idzie. Słyszał rozmowę. Nawet on nie może wiedzieć a będzie zadawał pytania. teraz Cię pocałuje"
Takashi przysunął się do mnie. Jego gorące wargi wbiły się w moje. Były cieplejsze niż się tego spodziewałam a do tego takie miękkie. Miał racje odnośnie Hiroto było już słychać jego kroki.
-Więc o tym nie może się nikt dowiedzieć tak?
Basista odsunął się ode mnie.
-Hiroto proszę nie mów nikomu wiesz jaka jest sytuacja.
-Spoko, będę milczał. Nie przeszkadzajcie sobie, tylko trochę bardziej uważajcie.
-Dzięki. Sam lepiej uważaj.
Ponownie złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku. Nie przestawał mnie całować jeszcze długo po tym jak Ogata odszedł.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
